Jerzy Madejski
“Poezja w rzeźbie Domańskiego” (tekst autorski)
Ukrzyżowania i bezludne globy, pomniki, rzeźby portretowe, rodzajowe i aranżowane kompozycje z cyklu “Labirynt”, surowe ready mades z drewna, sznurków i metalu. I szlachetny brąz, kryty wytwornym nalotem szmaragdowej patyny. Realizm i abstrakcja, wzniosłość sfery sacrum i nieludzka doskonałość form geometrycznych, potęga monumentu i ciepło dziecięcych postaci, ukłon w stronę antyku i nowoczesność awangardy. I moralitet człowieczego losu w błądzących po omacku “Ślepcach” czy kulach, będących w istocie metaforą naszej cywilizacji, która przemienia żywe i organiczne, wrażliwe zatem istoty, w nienaganne w swym industrialnym kształcie, lecz puste pozbawione uczuć bryły.
Biegunowa rozpiętość form, motywów i materiału wyznacza skalę zainteresowań i możliwości Wiesława Domańskiego oraz jego umiejętności i obszar zainteresowań, a tym samym poszukiwań zarówno formalnej, emocjonalnej jak i intelektualnej natury. Statyka i dynamika, dramat i liryka, równoległe i adekwatne do siebie rozwiązanie problemów treści i formy z naciskiem na treść. Treść, ładunek uczuciowy, więc przekaz zwany dziś niezbyt pięknie, lecz trafnie przesłaniem artysty, jest impulsem skłaniającym go, ba – wręcz zmuszającym, do nadania mu widzialnego kształtu. Tak, by spełniło się marzenie wielkiej sztuki – by uczynić widzialnym niewidzialne, by móc zobaczyć myśl i uczucie po to, by stwierdzić, czy i na ile są one piękne.
Wiesław Domański chce i potrafi to zrobić, gdyż jest prawdziwym artystą. Jednak ostatnio szeroki wachlarz swych motywów, bądź szerzej – mediów, dróg i sposobów porozumienia się z odbiorcą i samym sobą, gdyż twórczość polega przecież na poznaniu, doskonaleniu i wyrażaniu własnej osobowości – ogranicza do jednego tylko: kobiety.
Czemu? Bo “mistrza poznaje się w ograniczeniach”, jak stwierdził sentencjonalnie Goethe, a ojciec sztuki nowoczesnej Cezanne wprowadził w czyn, malując przez ostatnie lata swego życia jeden tylko motyw – góry Sainte Victorie.
Najmilszą artyście muzą jest jego żona. Eksploatowany na wszelkie sposoby temat jest wyzwaniem dla każdego ambitnego artysty, zaś postać kobiety należy do najstarszych, sięga bowiem epoki kamienia sprzed stu przeszło wieków. Dodać można i należy, że już wówczas sylwetki nagich “Venus” odnajdywane od Uralu po Zachód Europy i od Skandynawii po Egipt, były najrozmaiciej przetwarzane i stylizowane. Obłe i rubaszne w swym biologizmie, jak przysadzista “Venus z Willendorfu”, lub też wyrafinowane we wrzecionowatych liniach, jak “Venus z Lespugne”.
To prawda. Jednak prawdą jest również, że kobieta to motyw nad wyraz nośny, że skupiają się w niej jak w soczewce wszystkie atawistyczne uczucia ludzkości wraz z jej lękami, marzeniami i nadzieją. Kobieta symbolizuje Chaos, nieład i niezgodę, cnotę, podświadomość, pokutę i czystość, moralność i ekstazę. Jest więc medium uniwersalnym, zdolnym unieść każdą myśl i pomieścić każde uczucie. Od talentu artysty natomiast zależy, czy jego spojrzenie na kobietę będzie miało dar przekonania i fascynacji, czy też dołączy do długiego szeregu powtarzanych przez wieki wzorców ikonograficznych.
Kobiety Wiesława Domańskiego wabią wzrok. Skłaniają do bliższego z nimi kontaktu nawet na dużych konfrontacjach plastycznych, choć należą do gatunku rzeźby kameralnej, lecz tylko w fizycznym tego słowa znaczeniu. W istocie bowiem są monumentalne. Mają w sobie siłę monumentu, jego patos i jego podniosłość. Kobieta Wiesława Domańskiego jest wyniesiona na pomnikowy piedestał nawet w swych zgoła trywialnych pozach i sytuacjach. Nawet poprawiając włosy czy kusząc zakazanym owocem. Przesadne – zdało by się – wyolbrzymienie dolnych partii ciała nie ośmiesza jej, nawet ciąża nie deformuje jej sylwetki. Każdy zabieg formalny artysty działa na jej korzyść, bo kobieta Wiesława Domańskiego jest syntezą pozytywnych uczuć jakimi my, mężczyźni, darzymy płeć przeciwną. Jest przedziwnym połączeniem podziwu dla jej piękna i uroku z szacunkiem, a nawet odrobiną lęku, jakim nas napawa tajemnica. Kobiety artysty są tajemnicze, zwrócone do wewnątrz, w głąb swej, tworzącej zamknięte uniwersum istoty.
Kobiety Domańskiego rzucają urok. Chcą oczarować widza wszystkimi dostępnymi sobie sposobami, również erotyką, która z nich wręcz emanuje, podobnie jak uczucia artysty leżące u podstaw inspiracji dzieła.
Lecz – “Rzeźba zrobiona na uczucie – może olśnić. Rzeźba zrobiona na rozum – trwa” – napisał mistrz Dunikowski. Jak zatem, w jaki sposób Domański dochodzi do połączenia tak, zdało by się, sprzecznych pojęć jak choćby monumentalność i seks? Wszak “monumentalny seks” brzmi jak kiepski dowcip, lecz nim nie jest.
Wręcz odwrotnie: nieantagonistyczne łączenie przeciwieństw było od niepamiętnych czasów dążeniem sztuki, by wspomnieć tylko ikonę i klasyczne posągi. Wenus – bogini i kochanka zarazem, przedmiot czci i kultu, również erotyki w jej zgoła nie duchowym wymiarze.
Niewątpliwie. Antyczny rzeźbiarz miał jednak potężną i ujętą w kanony broń – był nią wymiar, dający dostojeństwo wszelkim, nawet trywialnym działaniom. Zwany “boskim” i zastrzeżony dla nieśmiertelnych wymiar 6 stóp będący odpowiednikiem naszych 210 cm.
Rzeźby Domańskiego nie przekraczają 60 cm. Nasze odczucie wielkości nie leży jednak w realnym wymiarze, lecz w proporcjach, w których niewoli pozostajemy od czasów klasycznego antyku. Wtedy to bowiem sformułowano głoszoną przez następne wieki prawdę “rozum dostrzegł, że podoba mu się tylko piękno; w pięknie proporcje, zaś w proporcjach liczby”.
Proporcje decydujące o naszym odczuciu ludzkiego wzrostu są w pierwszym rzędzie zawarte w stosunku głowy do reszty ciała. U dziecka – 1:4, u dorosłego człowieka – 1:6, u olbrzyma – 1:8. Wenus z Milo, której – jak chce legenda – użyczyła swego ciała sławna hetera Phryne, ma proporcje 1:9, chociaż Phryne była ponoć osóbką drobną i nader od pomnikowych wymiarów odległą.
Stosunek głowy do ciała kobiet Domańskiego sięga 1:11. W naszych oczach są więc olbrzymkami, a zatem należy im się atawistyczny podziw w każdej ich czynności. I tak właśnie jest, bo mają wymiar boski.
Drugą ich cechą są wydłużone nogi. Znów na antyczny wzór, który podniósł talię kobiet aż pod biust. Trzecią smukłość całej postaci typowa dla sztuki zwanej “dworską” w odróżnieniu do kępych i przysadzistych sylwetek sztuki “plebejskiej”. Czwartą – płynna linia konturu i działająca w rzeźbie siła wektorów przypominająca swym duktem pęd rosnącej rośliny. Miało to miejsce w latach secesji, zwanych nie bez przyczyny “La belle epoque”, bądź też “erą kobiet”, bowiem to one narzuciły stylowi swe imperatywy, użyczyły mu swego wdzięku i urody. Piątą jest gest, zawsze wystudiowany, wręcz sceniczny. Szóstą – faktura i barwa powierzchni. Zmarszczki fałd lekkich tkanin układają się w rytmy podkreślające kompozycję i fragmenty ciała postaci, jak to miało miejsce w schyłkowej fazie antyku hellenistycznego i rzeźbie hellenistycznej. Na koniec barwa – subtelne kontrasty patyny i brązu mają walory malarskie, podobnie, jak gra świateł na powierzchni.
W sumie – deformacja formalna w całej swej rozciągłości użyta z pełną świadomością dla osiągnięcia zamierzonych celów wyrazowych.
Sztuka polega na deformacji i jest ona jej największą siłą pod warunkiem, że artysta wie co i po co deformuje.
Wiesław Domański wie. I więcej jeszcze: dzięki właściwemu sobie sposobowi kształtowania stworzył styl który jest rozpoznawalny na pierwszy rzut oka, a jest to dziś walor trudny do osiągnięcia a tym samym nie do przecenienia.
Na zakończenie raz jeszcze należy oddać głos Mistrzowi Xaweremu. “W rzeźbie istnieją dwie kategorie bytu. Do pierwszej wyższej i niezmiennej należy wymiar, pion i poziom. Do zmiennej – proporcje, ciężar, konstrukcja, kolor, walor i harmonia.” Miarę wielkości artysty Dunikowski upatrywał w tym, jak dalece jego twórczość jest “poszerzeniem jednej, czy też większej liczby kategorii zmiennych… poszerzając bowiem jedną, zmienia się zestawiwnie proporcji wszystkich innych kategorii…”.
A był on wyrocznią w tych kwestiach.
Stanisław Tabisz
“Mity o kobietach”, “Architektura i Biznes”, luty 1998 r.
(…) Głównym tematem rzeźb Wiesława Domańskiego jest kobieta archetyp, w symbolicznych przedstawieniach jej odwiecznych ról i postaci stworzonych przez mitologię oraz wielkie dzieła różnych dziedzin sztuki w dawnych czasach. Nić nawiązania do tradycji oraz do “monumentalności” zawartej w wyrazie rzeźby (a nie np. tylko w jej gigantycznych rozmiarach) jest tu w oczywisty sposób bardzo widoczna. Charakterystycznym piętnem stylistycznym niewielkich rozmiarami “statuetek” Domańskiego (wysokość rzeźb oscyluje w granicach od 15 cm do 30 cm) jest umiejętność artysty kształtowania wyszukanych i wyrafinowanych profili przestrzennych kreowanych postaci kobiecych, z tendencją do efektownego podkreślania ich wybujałych kształtów i póz, z zastosowaniem mocnego wydłużenia, przesadnego zdynamizowania gestu i ruchu, zmian naturalnych proporcji, w połączeniu z fragmentami misternie opracowanych detali.
Domański posiada szeroką intuicję psychologiczną i umiejętność syntetyzowania uniwersalnych, ponadczasowych mitów i problemów psychiki kobiecej. W czasach mass-medialnej retoryki i powierzchowności wydawać się to może pewnym anachronizmem , jednak twórcy o takiej wrażliwości i powadze nadal rodzą się i tworzą na uboczu dzieła, które na pewno wytrzymają próbę czasu “rozhałasowanej epoki”.(…)
Jakaś szczególna predylekcja Domańskiego do częstego przedstawiania w swoich dziełach odwiecznych prawd mitycznych o kobietach nie przeszkadza mu jednak podejmować i wyrażać się także w innych tematach, a nawet w kompozycjach aranżowanych, jak choćby praca pt. “Wyjście” wykonana z elementów drewnianych, będąca jakby rydwanem z pionową belką i doczepionymi niczym skrzydła kawałkami wydrążonych pni.
Domański rzeźbi także i odlewa w brązie motywy klasyczne, do których należą: “Chrystus na krzyżu”, postać łucznika, figura konia, kula będąca uogólnieniem formy doskonałej. Wykonuje również płaskorzeźby, okolicznościowe medale i tablice. Jest rzeźbiarzem wszechstronnym, umiejącym zawsze zachować swój styli ekspresję. Wystawia z dużym powodzeniem swoje kameralne rzeźby w Niemczech, Holandii, Francji i w Polsce, najczęściej w Krakowie.(…)
Jolanta Antecka
“Warto patrzeć”, Kraków, kwiecień 2013
Nowe, po raz pierwszy pokazywane publicznie, rzeźby Wiesława Domańskiego są odmienne od wszystkiego co dotąd oglądaliśmy. Wystarczyłaby już sama zmiana materiału; artysta przez wiele lat wierny brązom sięgnął po drewno.
Zmiany jednakże mają znacznie szerszy i głębszy wymiar. Przyzwyczajeni do niezawodnej dotąd u Domańskiego elegancji formy i środków używanych do jej wykreowania z niedowierzaniem rejestrujemy, że artysta pracuje w drewnie, które jest destruktem. Zbutwiałe, zniszczone przez korniki, nadpalone nie może posłużyć rysowaniu miękkich linii w przestrzeni – i artysta nie próbuje przełamywać tej niepodległości. Ani nie ukierunkowuje jej w stronę elegancji. Wykorzystuje ją taką jaka jest; chropawą, zdestruowaną – do stworzenia opowieści o czasie.
Kolor nakładany na stare drewno nie pokrywa ubytków, nie zmienia jego charakteru. Jeżeli ktoś zechce, znajdzie w posługiwaniu się kolorem związki pomiędzy rzeźbą, a malarstwem Domańskiego – ale to nie obowiązkowe.
Kolejne spojrzenie na zamkniętą w drewno opowieść o czasie pozwoli na dostrzeżenie czegoś zaskakującego. Otóż nieoczekiwanie zaczynamy dostrzegać – ponad dramatem przemijania – jego piękno i harmonię.
Warto patrzeć.
“Forma inaczej. Od 8 lipca, galeria Wiesława Domańskiego”, Dziennik Polski
Wiesława Domańskiego znamy – jak się mogło wydawać – we wszystkich artystycznych wcieleniach: jako rzeźbiarza przede wszystkim, ale i znakomitego rysownika czy malarza. Ostatnio zdradził (na chwilę) metal z drewnem jako materiałem rzeźbiarskim, i to zdawało się wyczerpywać zasób niespodzianek w przewidywalnym obszarze czasu. A jednak… Po długich wahaniach artysta zdecydował się zadebiutować czymś zupełnie nowym w jego dorobku: fotografią.
Podjęcie decyzji było trudne, bo – w przeciwieństwie do uprawianych dyscyplin-fotografia była raczej przypadkiem, niepoprzedzonym specjalistycznym przygotowaniem. Lecząc ciężką kontuzję barku, która skutecznie wyłączyła na pewien czas aktywność rzeźbiarską, a malarską bardzo ograniczyła, zaś sanatoryjne rygory określiły tryb życia, zaczął chodzić na długie spacery. Po drodze napotykał głównie drzewa, te zaś okazały się towarzystwem ciekawym, ba, wręcz intrygującym.
W listopadowym świetle, które czasem bywa bardzo ostre, częściej rozmyte, a niekiedy ginie we mgle, pnie drzew nabierały nowej osobowości. W świetle były formą mocno usytuowaną w przestrzeni, okryte płaszczyznami mgły, stawały się obrazem. Igraszki światła kształtowały je od nowa, nadając im charakter prosto z baśni, a raczej z baśni braci Grimm.
Pewnie, że na to patrzył niemal każdy z nas, ale zobaczyć mógł tylko artysta.
Od poniedziałku w galerii autorskiej Domańskiego można będzie oglądać te fotografie. Świat na nich pokazany jest światem zobaczonym, nie wykreowanym komputerowo.
“W stronę doskonałości”, 2013
(…) Wiesław Domański należy do tych artystów, którzy pokazują publicznie swoje prace tylko wtedy, kiedy są przekonani, że warto je pokazać. (…)
Andrzej Warzecha
“Kobiece pozy”, Dziennik Polski, 26 luty 2003 r.
(…) w wypadku rzeźbiarzy często bywa tak, że realizują oni zarówno prace monumentalne oraz tak zwaną rzeźbę kameralną, która oczywiście leży w kręgu tematów tej rubryki. Tak jest również w wypadku krakowskiego rzeźbiarza Wiesława Domańskiego, absolwenta krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych. Kończył on studia na Wydziale Rzeźby w pracowni prof. Antoniego Hajdeckiego w roku 1984.
Ulubionym materiałem rzeźbiarskim Domańskiego jest spiż, ulubionym motywem – postać kobieca nieco symboliczna, wyłaniająca się jakby z plątaniny wielowiekowych, tradycyjnych przedstawień kobiecego wizerunku. Domański, jak już zaznaczyłem, realizuje czasami dużych rozmiarów rzeźby sakralne, jednakże jego wrażliwa osobowość, rzeźbiarskie umiejętności oraz intuicja sprawiają, że najchętniej odlewa z brązu małe posążki kobiecych sylwetek. Dokonuje wówczas bardzo indywidualnej syntezy konkretnego tematu. “Macierzyństwo”, “Taniec” czy “Oczekiwanie” wyrażone przez jedną postać odbierają jej cechy indywidualne, a przydają przymiotów uniwersalnych. Ów zabieg powoduje, że małe, zazwyczaj liczące od 15 do 30 cm wysokości, statuetki nabierają monumentalnego charakteru. Tej artystycznej magii doświadczyć możemy i my. Sprowadzając do domu rzeźbę kameralną, często odnosić będziemy wrażenie, że obcujemy ze spiżowym posagiem.
Rzeźba, podobnie jak każde inne dzieło sztuki naszej domowej kolekcji, wymaga odpowiedniego miejsca ekspozycyjnego. Nie chodzi o to, aby mieszkanie upodobnić do wystawienniczej sali, trzeba jednak za każdym razem brać pod uwagę nową sytuację przestrzenną i emocjonalną, jaką tworzą poszczególne prace, a także związki między nimi zachodzące. Zdarza się bowiem, że przypadkowe i nieodpowiednie sąsiedztwo poszczególnych dzieł sztuki zaczyna działać stresująco, niepokoi, przeszkadza w pracy i wypoczynku, a także bywa nawet przyczyną domowych konfliktów. Rzeźba, jako przedmiot organizujący przestrzeń wokół własnej osi, wymaga od nas szczególnej troski i uwagi. Zła ekspozycja może powodować jej nie zawsze pożądaną dominację. Tym samym inne, ulubione przez nas do tej pory, przedmioty lub dzieła sztuki wydaś sie nam mogą nagle dziwnie obce i do otoczenia nie przystające. Praca rzeźbiarza jest więc bardzo wymagającym domownikiem, trzeba o tym pamiętać. Z drugiej strony, umiejętnie wyeksponowana potrafi także w taki sposób zmienić nasze otoczenie, że poczujemy, jak wokół nas, przygnębiający do tej pory nastrój, zmieniać się zaczyna w krainę przyjazną, zachęcającą do wzrokowych wędrówek po naszym szarym, jak się do tej pory wydawało, mieszkaniu.